Koronawirus napędza e-commerce?

24 marca 2020, godz. 16:48, 169 wyświetleń  

A A A

Panująca od dłuższego czasu pandemia koronawirusa wywołuje nie tylko lęk o przyszłość, ale także zmiany w zachowaniu konsumentów. Kryzys powoduje przesunięcia z offline do online, wzrosty w e-commerce wg różnych wyliczeń mają wynieść nawet 30%. Z drugiej strony handel internetowy w znacznym stopniu uzależniony jest od chińskich fabryk oraz dostawców korzystających z komponentów, które pochodzą z Azji.

Aktualna sytuacja epidemiologiczna zachwiała popytem w wielu branżach. Mocno oberwała turystyka i transport. W nie lepszej sytuacji jest branża eventów, koncertów oraz imprez sportowych. Spore straty poniesie rynek retailowy, motoryzacyjny oraz zapewne dóbr luksusowych. Koronawirus zmienił zachowania konsumenckie Polaków, którzy chcąc się zabezpieczyć przed epidemią przenieśli większość zakupów do Internetu. Pierwsze dane wskazują na to, że przymusowa kwarantanna jest silnym stymulatorem wzrostów w sektorze e-commerce. Wg różnych wyliczeń kryzys spowoduje przesunięcia z offline do online nawet o 30%. To dobra wiadomość dla właścicieli sklepów internetowych, ale nawet oni nie mogą spać spokojnie. Okazuje się bowiem, że i w tej beczce miodu jest łyżka dziegciu.

Popyt na wybrane produkty

Wybuch epidemii wywołał gwałtowny wzrost internetowej sprzedaży produktów, pomagających zabezpieczyć się przed epidemią. Ludzie zaczęli „sięgać” po środki czystości, leki oraz suplementy diety.  W pierwszych dnia „panowania” koronowirusa absolutnym hitem e-sprzedaży były maseczki do twarzy, choć faktem jest, że wielu producentów wykorzystało niewiedzę i panikę polskich konsumentów. Ich noszenie rekomendowane jest przecież wyłącznie osobom chorym w celu nieroznoszenia zarazków. Przeniesienie środka ciężkości na Internet dotyczyło również zakupów spożywczych (głównie świeżej żywności). Okres prosperity nie będzie trwał jednak wiecznie. A już na pewno nie dla wszystkich. Wg ekspertów z czasem wśród ludzi zacznie narastać niepewność. Gdy dodamy do tego przewidywaną falę zwolnień oraz niższych przychodów, elektroniczna konsumpcja zostanie ograniczona do rzeczy najpotrzebniejszych oraz tych zwiększających nasze bezpieczeństwo przed zarażeniem. –  W takiej sytuacji, mimo stałych wzrostów w wybranych obszarach e-commerce, nie nastąpi zjawisko zwiększania wydatków reklamowych, stymulujących naszą gospodarkę. Popyt znacząco przekraczający podaż sprawi, że inwestowanie w reklamę będzie mijać się z celem. Kluczowe będzie zapewnieniem ciągłości dostaw oraz dostępności „najpotrzebniejszych” produktów. Właśnie na tym aspekcie swojej działalności skupią się właściciele sklepów internetowych – przekonuje Janina Karasek, dyrektor ds. rozwoju w Primavera Parfum.

Ograniczona dostępność towarów

Ich względny spokój mąci obawa przez brakiem towaru. Wiele sklepów internetowych  importuje towary (bezpośrednio lub poprzez dystrybutorów) z Chin, które w związku z trwającą kwarantanną ograniczyły planowane dostawy. Tym samym postawiły przedsiębiorców z całego świata w trudnej sytuacji pustych magazynów i problemów logistycznych. Dla wielu sklepów ostatnią deską ratunku było skupowaniem produktów z rodzimego rynku po wyższych cenach, ale w zależności od branż ich dostępność była mocno ograniczona. Zmiana tendencji zakupowych dla wielu firm, zawłaszcza tych największych, których obroty sięgają milionów złotych, od strony logistycznej stanowi obecnie ogromne wyzwanie. –  W dzisiejszych, mocno niespokojnych czasach klient płaci i wymaga jak nigdy wcześniej. Użytkownicy e-sklepów oczekują pełnej dostępności towaru oraz dostaw na czas. Łatwo o utratę zaufania, a co za tym idzie osłabienie wizerunku.  Negatywne skutki takich reakcji mogą być odczuwalne długo po zakończeniu kryzysu. Szansa na rozwój dla jednych, dla drugich może stać się przekleństwem i powodem podkopania pozycji rynkowej – tłumaczy Jędrzej Karasek z Tagomago.pl. 

Na szczęście z Państwa Środka w ostatnim czasie dochodzą pozytywne sygnały. Jeśli wierzyć doniesieniom medialnym, kryzys został zażegnany, a część dostaw wznowiona. W przypadku drogi lotniczej możliwe jest szybkie uzupełnienie towarów, niestety w przypadku drogi morskiej okres oczekiwania przeciągnie się do kilku tygodni.

Dropshipping szansą na przetrwanie dla mniejszych e-sklepów

Szalejący wirus wymusił na wielu sklepach internetowych konieczność pracy zdalnej oraz optymalizacji kosztów. Sytuacja jest szczególnie bolesna dla mniejszych graczy, z uwagi na niską płynność finansową oraz niewielkie budżety na rozwój i promocję. Najlepiej radzą sobie ci, którzy korzystają z usługi dropshippingu. Ten zyskujący ostatnio na popularności model logistyczny sprzedaży przez Internet polega na przeniesieniu procesu wysyłki towaru na dostawcę. Korzyści jest wiele - przede wszystkim współdzielony magazyn dla wszystkich kontrahentów pozwala na obniżenie kosztów posiadania bardzo szerokiej oferty handlowej, a co najważniejsze zdejmuje z e-sklepów konieczność posiadania własnego magazynu oraz efektywnego systemu wysyłki paczek. Partnerzy zyskują możliwość posiadania bogatej palety produktów w e-sklepach, a także regulowania poziomu cen, co daje redukcję dysproporcji cenowej pomiędzy kanałami tradycyjnymi i internetowymi. – W dobie pandemii koronawirusa, z którą mamy do czynienia, dropshipping jest receptą na reorganizację funkcjonowania sklepu internetowego. Przedsiębiorcy dużo łatwiej jest wówczas przenieść wszystkie procesy biznesowe w ramach pracy zdalnej, bowiem wszelkie kwestie logistyczne i magazynowe odbywają się poza nim. On sam może skupić się dalej na prowadzeniu własnego serwisu sprzedażowego – dodaje Janina Karasek, dyrektor ds. rozwoju w Primavera Parfum.

Jaka przyszłość czeka polski handel internetowy? Trudno jednoznacznie orzec. Jedni z pewnością wykorzystają swoją szansę na pozyskanie nowej grupy lojalnych klientów, pozostali mogą oblać ten test. Pewne jest również to, że koronawirus zmieni nawyki wielu ludzi, którzy dotychczas omijali e-commerce szerokim łukiem. Jeżeli doświadczą pozytywnych aspektów korzystania z tej usługi,  zapewne pozostaną z nią na dłużej.